bon czasu wolnego

- Zatem bon sportowy zachęcałby do uprawiania sportu poza szkołą?
- Tak, bo przecież szkoły nie są w stanie zaspokoić wszystkich potrzeb dzieci i młodzieży w zakresie sportu i rekreacji. Poza tym ważną rolę odgrywa tu czyn-nik psychologiczny. Ludzie, w tym także dzieci, chętnie korzystają z wszelkich gratisów. A właśnie bon sportowy jest takim bezpłatnym zaproszeniem do uprawiania sportu. Tym z pewnością można wytłumaczyć jego sukces na Sło-wacji, a także w innych krajach. Niestety, w naszym krakowskim Programie Rozwoju Sportu przewidziano znaczne kwoty na akcję propagandową - organi-zowanie pogadanek w szkołach, rozlepianie plakatów i billbordów zachęcają-cych młodych ludzi do podejmowania ćwiczeń fizycznych. Uważam, że jest to marnowanie pieniędzy. Dziś tego rodzaju akcje - rodem z PRL - już się przeży-ły. Zamiast pompować pieniądze w propagandę, dajmy dziecku bon sportowy tak, aby mogło ono wejść bezpłatnie na najbliższą pływalnię czy na inny obiekt sportowo-rekreacyjny znajdujący na osiedlu czy w dzielnicy. Jestem pewna, że nie trzeba będzie go do tego namawiać. To najlepszy mechanizm zachęcający do uprawiania sportu.

- Ale jak ten mechanizm uruchomić?
- Obecna ordynacja wyborcza nie pozwala usuwać opieszałych urzędników sa-morządu, którzy nie kwapią się do pracy nad uchwałami kierunkowymi. Mogę tylko do nich apelować i odwoływać się do opinii publicznej, a ta jest po mojej stronie. Pomysł wprowadzenia bonu sportowego bardzo się spodobał uczniom. Ku memu zaskoczeniu, zaakceptowały go także kluby sportowe, które zwracają uwagę na bezsens przekładania pieniędzy z kieszeni do kieszeni - miasto płaci im za pracę z dziećmi i młodzieżą, ale jednocześnie ściąga słone podatki od zajmowanych przez te kluby nieruchomości. Do obsługi tych operacji finansowych, moim zdaniem zupełnie niepotrzebnych, no bo przecież odbywają one się w obrębie tego samego budżetu, zaangażowano dziesiątki urzędników. Bon sportowy zaakceptowały też nauczycielskie związki zawodowe. Pomysłem zainteresowały się również władze samorządowe z co najmniej ośmiu miast, m.in. z Opola i Koszalina. Szkoda, że zapału tego nie podzielają władze Krakowa.

- Czy to znaczy, że bon sportowy w Krakowie może pozostać tylko mrzonką?
- Nie poddaję się. Wiem, że musimy włożyć w jego realizację jeszcze dużo pracy. Ale nawet największe trudności można pokonać, pod warunkiem, że wszyst-kie strony okażą dobrą wolę. Jeszcze nie straciłam nadziei, że tak się stanie.
Strony: « Poprzednia 1 2 3