bon czasu wolnego
Chęć na bon
Z Małgorzatą Jantos, radną m. Krakowa, doktorem filozofii, pracownikiem naukowym UJ, założycielką szkół społecznych, autorką pomysłu wprowa-dzenia bonu pozalekcyjnych zajęć sportowych rozmawia Witold Salański.
- Bon sportowy? Co to takiego?
- To bardzo dobry sposób na zachęcenie młodzieży szkolnej do uprawiania sportu. Jego posiadacz mógłby korzystać bezpłatnie z wszelkich obiektów sportowych, w których obowiązują bilety wstępu czy opłaty za możliwość uprawiania wybranej dyscypliny pod okiem trenerów. Po prostu płaciłby bonem (imiennym czekiem o określonej sile nabywczej, przypuszczalnie ok. 50-60 zł miesięcznie), który miałby pokrycie w budżecie miasta. Przy okazji prostuję. To nie ja jestem pomysłodawczynią bonu sportowego. Został on wprowadzony już trzy lat temu na Słowacji. Efekt był zaskakujący. W ciągu pierwszego roku liczba dzieci biorących udział w zajęciach sportowych wzrosła aż o 42 proc. Również w literaturze anglosaskiej znajdujemy opisy wielu modeli bonów, w tym także sportowych.
- To dlaczego wciąż o nim tylko mówimy?
- Bo na przeszkodzie do jego wprowadzenia stoi zbyt długa i biurokratyczna procedura. Zrobiłam już pierwszy krok: przygotowałam tzw. uchwałę kierunkową dla prezydenta miasta, Jacka Majchrowskiego. Powinien on teraz zlecić swoim podwładnym jej opracowanie uwzględniając wszelkie aspekty prawne i finansowe. Dopiero wtedy Rada Miasta mogłaby ją ewentualnie przegłosować. Najlepiej gdybyśmy mogli uczynić to jeszcze w pierwszej połowie 2008 roku, tak, aby bon sportowy mógł wejść w życie w następnym roku szkolnym. Nieste-ty, wygląda na to, że Urzędowi Miasta się nie spieszy.
Z Małgorzatą Jantos, radną m. Krakowa, doktorem filozofii, pracownikiem naukowym UJ, założycielką szkół społecznych, autorką pomysłu wprowa-dzenia bonu pozalekcyjnych zajęć sportowych rozmawia Witold Salański.
- Bon sportowy? Co to takiego?
- To bardzo dobry sposób na zachęcenie młodzieży szkolnej do uprawiania sportu. Jego posiadacz mógłby korzystać bezpłatnie z wszelkich obiektów sportowych, w których obowiązują bilety wstępu czy opłaty za możliwość uprawiania wybranej dyscypliny pod okiem trenerów. Po prostu płaciłby bonem (imiennym czekiem o określonej sile nabywczej, przypuszczalnie ok. 50-60 zł miesięcznie), który miałby pokrycie w budżecie miasta. Przy okazji prostuję. To nie ja jestem pomysłodawczynią bonu sportowego. Został on wprowadzony już trzy lat temu na Słowacji. Efekt był zaskakujący. W ciągu pierwszego roku liczba dzieci biorących udział w zajęciach sportowych wzrosła aż o 42 proc. Również w literaturze anglosaskiej znajdujemy opisy wielu modeli bonów, w tym także sportowych.
- To dlaczego wciąż o nim tylko mówimy?
- Bo na przeszkodzie do jego wprowadzenia stoi zbyt długa i biurokratyczna procedura. Zrobiłam już pierwszy krok: przygotowałam tzw. uchwałę kierunkową dla prezydenta miasta, Jacka Majchrowskiego. Powinien on teraz zlecić swoim podwładnym jej opracowanie uwzględniając wszelkie aspekty prawne i finansowe. Dopiero wtedy Rada Miasta mogłaby ją ewentualnie przegłosować. Najlepiej gdybyśmy mogli uczynić to jeszcze w pierwszej połowie 2008 roku, tak, aby bon sportowy mógł wejść w życie w następnym roku szkolnym. Nieste-ty, wygląda na to, że Urzędowi Miasta się nie spieszy.