Bon edukacyjny – szansa na rozwój czy zagrożenie

Można powiedzieć, iż w takim systemie dyrektor szkoły i nauczyciele uzyskają bezpośredni wpływ na swoje wynagrodzenia; będą one zależały wprost od jakości i atrakcyjności przygotowanej i realizowanej przez nich oferty edukacyjnej oraz od związanego z tym zaufania, jakie mieć będą do szkoły rodzice. Oczywiście w systemie oświaty opartym na bonie znikną obwody szkolne. Innym ważnym aspektem nowej sytuacji będzie zanik corocznej nerwowości w wielu szkołach związanej z obawą o ich likwidację w oparciu o kryteria znane tylko podejmującym takie decyzje urzędnikom. Bon edukacyjny pozbawi oświatowych urzędników znacznej części władzy nad szkołami, przejdzie ona bowiem do rodziców. Dyrektor szkoły i nauczyciele będą mieli mocne poczucie związku z rodzicami swoich uczniów i poczucie odpowiedzialności za swoje działania właśnie przed nimi, a nie jak dotychczas przed samorządowymi i kuratoryjnymi urzędnikami. Równocześnie rzeczywistego znaczenia nabierze szkolna autonomia; dyrektor szkoły będzie w pełni dysponował budżetem swojej placówki, żaden urzędnik nie będzie mógł podejmować za niego finansowych decyzji. Wprowadzenie bonu edukacyjnego sprawi, że zupełnie niepotrzebne okażą się rozbudowane struktury administracji zajmujące się szkolnymi finansami. Świat oświaty opartej na bonie w naturalny sposób wygeneruje rynek edukacyjny; szkoły zmuszone będą do ciągłego doskonalenia swojej pracy, aby zainteresować swoją ofertą coraz większą grupę uczniów i ich rodziców. Warto zauważyć, że w takim systemie poprawa jakości pracy będzie mieć bardzo rzeczywisty charakter i weryfikacja poziomu pracy szkoły następować będzie nie poprzez urzędnicze procedury, ale poprzez zmierzenie się szkoły z oczekiwaniami uczniów i rodziców. Szkoła będzie musiała dbać o uzyskanie i zachowanie zaufania środowiska w którym działa. Jeżeli tego nie zrobi może okazać się, iż jej potencjalni uczniowie wybiorą inne placówki, co doprowadzi ją do likwidacji. System bonu edukacyjnego w sposób optymalny można zrealizować w dużych ośrodkach miejskich, gdzie istnieje pełna możliwość wyboru szkoły. Również spadająca aktualnie liczba dzieci jest czynnikiem wielce ułatwiającym jego wprowadzenie. W Krakowie od 2002 roku aktualne władze miasta próbują przeprowadzić operację likwidacji kilkunastu szkół, chcąc obniżyć koszty funkcjonowania lokalnego systemu oświatowego. Podejmowane już dwukrotnie próby zakończyły się kompletnym niepowodzeniem wynikającym z braku rzetelnej informacji o kosztach działania przeznaczonych do likwidacji szkół na tle innych placówek. Krakowskie władze zanim podejmą po raz kolejny próbę likwidacji grupy szkół powinny poważnie podejść do inicjatywy trójki radnych i wprowadzić w życie koncepcję bonu edukacyjnego wówczas decyzje o losie poszczególnych szkół podejmować będą ich potencjalni klienci (rodzice i uczniowie).