Czas na poważne zmiany w oświacie
Ostatnie tygodnie zakończonego właśnie roku szkolnego upłynęły w gorącej atmosferze podejmowanych przez związkowców protestów dotyczących z jednej strony spraw wynagrodzeń nauczycielskich, a z drugiej problematyki nauczycielskich emerytur. Generalnym postulatem protestujących jest – co naturalne – zwiększenie nakładów finansowych na oświatę, połączone z wyraźną poprawą wysokości nauczycielskich pensji, a także zachowanie emerytalnych przywilejów dla tej grupy zawodowej. Problem finansowania zadań oświatowych w Polsce wraz z zagadnieniami nauczycielskich wynagrodzeń to fundamentalne zadanie z rozwiązaniem, którego nie radzą sobie kolejne rządy. Przy czym warto uświadomić sobie, że podobnie jak w innych fragmentach polskiego sektora publicznego konieczne są w edukacyjnych finansach generalne zmiany, a nie utrwalanie istniejącego, nieefektywnego systemu, do którego można wprowadzić większą kwotę pieniędzy i nie uzyskać żadnej poprawy jakości kształcenia. Zresztą bardzo wyraźnie widać, że podstawowym celem organizatorów nauczycielskich protestów jest odwiedzenie rządzących od jakichkolwiek pomysłów na zmianę istniejącego status quo. Ich ideałem jest w pełni scentralizowany system oświaty, z kluczową rolą Karty Nauczyciela. Co jest bliskie również ministrowi Romanowi Giertychowi, w czym bardzo przypomina on SLD-owskich ministrów edukacji.
Bojowy ZNP
Generujący owe protesty Związek Nauczycielstwa Polskiego po raz kolejny uaktywnił się w okresie rządów prawicy. Jest bowiem charakterystyczną cechą tej organizacji, iż w okresie rządów lewicy, pomimo braku z jej strony jakichkolwiek istotnych działań mogących poprawić stan oświatowych spraw, jest ona bardzo słabo aktywna. Natomiast diametralnie zmienia swoje zachowanie, gdy lewica jest w opozycji, chociaż właśnie wówczas podejmowane są próby zmian stanu naszej oświaty, dotyczące również spraw nauczycielskich. Najbardziej było to widoczne w latach 1997 – 2001, gdy rząd prof. Jerzego Buzka podjął ambitną reformę edukacji, wprowadzając również do systemu nauczycielskich wynagrodzeń pewne elementy motywacyjne oraz próbując poprawić ich poziom. Niezależnie od meritum zmian ZNP w trakcie całego tego okresu twardo kontestował działania ówczesnych ministrów edukacji prof. Mirosława Handke oraz prof. Edmunda Wittbroda. Po dojściu do władzy SLD jesienią 2001 roku działacze ZNP, wdzięczni ówczesnej minister Łybackiej za zdemolowanie reformy edukacji, nagle zapomnieli o trudnej sytuacji materialnej nauczycieli i trwali w tym stanie cztery lata, do czasu gdy lewica straciła władzę po wyborach 2005 roku.
Bojowy ZNP
Generujący owe protesty Związek Nauczycielstwa Polskiego po raz kolejny uaktywnił się w okresie rządów prawicy. Jest bowiem charakterystyczną cechą tej organizacji, iż w okresie rządów lewicy, pomimo braku z jej strony jakichkolwiek istotnych działań mogących poprawić stan oświatowych spraw, jest ona bardzo słabo aktywna. Natomiast diametralnie zmienia swoje zachowanie, gdy lewica jest w opozycji, chociaż właśnie wówczas podejmowane są próby zmian stanu naszej oświaty, dotyczące również spraw nauczycielskich. Najbardziej było to widoczne w latach 1997 – 2001, gdy rząd prof. Jerzego Buzka podjął ambitną reformę edukacji, wprowadzając również do systemu nauczycielskich wynagrodzeń pewne elementy motywacyjne oraz próbując poprawić ich poziom. Niezależnie od meritum zmian ZNP w trakcie całego tego okresu twardo kontestował działania ówczesnych ministrów edukacji prof. Mirosława Handke oraz prof. Edmunda Wittbroda. Po dojściu do władzy SLD jesienią 2001 roku działacze ZNP, wdzięczni ówczesnej minister Łybackiej za zdemolowanie reformy edukacji, nagle zapomnieli o trudnej sytuacji materialnej nauczycieli i trwali w tym stanie cztery lata, do czasu gdy lewica straciła władzę po wyborach 2005 roku.