Kontrowersje wokół bonu edukacyjnego

Bon a konkurencyjność szkół

Najczęstszy zarzut, jaki formułowany jest pod adresem koncepcji bonu edukacyjnego to niemożność konkurowania o uczniów położonych na terenach wiejskich szkół. To zastrzeżenie wręcz idealnie pokazuje powierzchowną znajomość zagadnienia przez jego krytyków. Otóż uwzględniający realne uwarunkowania zwolennicy bonu edukacyjnego zakładają jego pełną realizację jedynie na terenach miast, gdzie istnieje rozbudowana sieć szkół i innych placówek oświatowych. Nie ma bowiem żadnych racjonalnych powodów braku rozwiązań bonowych w oświacie wielkomiejskiej. Utrzymywanie szkolnych obwodów, czy też ustalanych przez lokalne władze limitów klas pierwszych w szkołach średnich służy jedynie edukacyjnym biurokratom, ograniczając niebywale wolność rodziców w wyborze szkoły dla dziecka, ale także wolność dyrektorów szkół i nauczycieli w planowaniu zadań dla swojej szkoły. Niestety ciągle jeszcze mamy w Polsce do czynienia z edukacją zdominowaną przez oświatową i związkową biurokrację. Oświatowi decydenci odżegnują się od jakichkolwiek rozwiązań rynkowych w edukacji, gdyż nadmierna popularność jednych szkół i brak zainteresowania innymi mogłyby prowadzić do zamykania tych drugich, a przecież trzeba wg nich zapewnić działanie wszystkich placówek. Ów biurokratyczny monopol jest zresztą główną przeszkodą w rozwoju naszych szkół. Jest on także niebywale niesprawiedliwy dla świetnych szkół i pracujących w nich nauczycieli. Wprowadzenie mechanizmu bonowego do oświaty wielkomiejskiej byłoby znakomitym narzędziem stymulującym rozwój konkurencji między szkołami. Szkoły cieszące się uznaniem swoich klientów /uczniów i ich rodziców/ nie miałyby kłopotów z ich pozyskiwaniem, dzięki czemu dysponowałyby wysokimi budżetami, co naturalnie przekładałoby się na dobre wynagrodzenia pracujących w nich osób. Natomiast słabe zainteresowanie szkołą prowadziłoby do jej likwidacji. W takim systemie szkoły z rąk biurokratów przeszłyby w ręce obywateli, którzy poprzez swoje decyzje wpływaliby bezpośrednio na szkolne budżety. Dla nauczycieli system bonu edukacyjnego byłby gwarancją uzyskiwania dobrych wynagrodzeń za dobrą jakość pracy. Oczywiście poza tym systemem funkcjonowałyby szkoły dla dzieci specjalnych potrzeb edukacyjnych. Dla nich podobnie, jak dla szkół wiejskich kluczowe znaczenie miałoby przygotowanie kosztów standardu kształcenia pojedynczego ucznia, a następnie kalkulowanie budżetu jako jego wielokrotność. Pragnę podkreślić, że w każdym przypadku bonowemu rozwiązaniu musi towarzyszyć nowy system wynagradzania nauczycieli, w którym jego wysokość będzie wprost zależała od efektów pracy. Wbrew zdaniu wielu oświatowych i związkowych decydentów muszę stwierdzić, że istnieje możliwość opracowania i stosowania procedury zobiektywizowanej oceny pracy nauczyciela.