Kontrowersje wokół bonu edukacyjnego
Komu zagraża bon edukacyjny
Generalnie przeciwnikami wprowadzenia do edukacji koncepcji bonu edukacyjnego są osoby nie zgadzające się na jej urynkowienie. Są to osoby z różnych powodów nie wyobrażające sobie funkcjonowania rynku edukacyjnego. W przypadku działaczy związkowych i przedstawicieli oświatowej biurokracji niechęć do wszelkich prób urynkowienia edukacji ma bardzo prozaiczne przyczyny związane z obawami o utratę przez nich dominacji w oświatowym świecie. Podobnie rozwiązań rynkowych mogą obawiać się słabi nauczyciele i dyrektorzy szkół, gdyż mogą – jeżeli nie poprawią swojej pracy – pożegnać się z dotychczasowym zajęciem. Jak znakomicie pokazuje to przykład urynkowionej publicznej oświaty nowozelandzkiej czy też amerykańskich szkół czarterowych /są to szkoły publiczne/ wprowadzone do oświaty mechanizmy konkurencyjności najlepiej przyczyniają się do poprawy jakości pracy szkół, co naturalnie jest korzystne dla uczniów. Warto także pamiętać, że niska jakość oświaty publicznej stanowi szczególne zagrożenie dla szans edukacyjnych dzieci z rodzin niezamożnych, gdyż ich rodziców nie stać na lepszą usługę edukacyjną, jaką mogą znaleźć w sektorze niepublicznym. Stąd też poszukiwanie dróg do poprawy jakości pracy oświaty publicznej ma ogromne znaczenie dla zmniejszania barier edukacyjnych o społecznym charakterze. Jedną z takich dróg jest wprowadzenie do oświaty mechanizmów rynkowych i zwiększenie wpływu obywateli /rodziców/ na jej funkcjonowanie. Środowiska zagrożone wprowadzeniem do oświaty mechanizmów rynkowych są ciągle jeszcze w Polsce bardzo silne i z całą pewnością będą wytwarzać wokół wszelkich koncepcji uelastycznienia zasad działania naszych szkół atmosferę grozy oraz rysować apokaliptyczne wizje upadku szkolnictwa publicznego. Już teraz możemy czytać teksty przeciwników bonu edukacyjnego w których straszą oni obniżeniem jakości pracy szkół i zwiększeniem społecznych nierówności edukacyjnych po jego wprowadzeniu. Formułowane są obawy jakoby w urynkowionej oświacie owo obniżenie poziomu powodowane było skrajnymi oszczędnościami m.in. związanymi z zatrudnianiem nauczycieli „tańszych” tzn. posiadających niższe kwalifikacje. Autorzy takich obaw kompletnie nie rozumieją klasycznych mechanizmów wolnorynkowych, które w naturalny sposób prowadzą do usuwania z rynku podmiotów oferujących niskiej jakości usługę, a także zapominają, iż w dalszym ciągu istniałyby określone wymagania kwalifikacyjne, jakie musiałaby spełniać osoba zatrudniona na stanowisku nauczyciela /byłyby one częścią krajowych standardów edukacyjnych/. W rzeczywistości to właśnie dominujący ciągle model biurokratycznej oświaty nie jest w stanie skutecznie zmierzyć się z żadnym istotnym edukacyjnym problemem.
Generalnie przeciwnikami wprowadzenia do edukacji koncepcji bonu edukacyjnego są osoby nie zgadzające się na jej urynkowienie. Są to osoby z różnych powodów nie wyobrażające sobie funkcjonowania rynku edukacyjnego. W przypadku działaczy związkowych i przedstawicieli oświatowej biurokracji niechęć do wszelkich prób urynkowienia edukacji ma bardzo prozaiczne przyczyny związane z obawami o utratę przez nich dominacji w oświatowym świecie. Podobnie rozwiązań rynkowych mogą obawiać się słabi nauczyciele i dyrektorzy szkół, gdyż mogą – jeżeli nie poprawią swojej pracy – pożegnać się z dotychczasowym zajęciem. Jak znakomicie pokazuje to przykład urynkowionej publicznej oświaty nowozelandzkiej czy też amerykańskich szkół czarterowych /są to szkoły publiczne/ wprowadzone do oświaty mechanizmy konkurencyjności najlepiej przyczyniają się do poprawy jakości pracy szkół, co naturalnie jest korzystne dla uczniów. Warto także pamiętać, że niska jakość oświaty publicznej stanowi szczególne zagrożenie dla szans edukacyjnych dzieci z rodzin niezamożnych, gdyż ich rodziców nie stać na lepszą usługę edukacyjną, jaką mogą znaleźć w sektorze niepublicznym. Stąd też poszukiwanie dróg do poprawy jakości pracy oświaty publicznej ma ogromne znaczenie dla zmniejszania barier edukacyjnych o społecznym charakterze. Jedną z takich dróg jest wprowadzenie do oświaty mechanizmów rynkowych i zwiększenie wpływu obywateli /rodziców/ na jej funkcjonowanie. Środowiska zagrożone wprowadzeniem do oświaty mechanizmów rynkowych są ciągle jeszcze w Polsce bardzo silne i z całą pewnością będą wytwarzać wokół wszelkich koncepcji uelastycznienia zasad działania naszych szkół atmosferę grozy oraz rysować apokaliptyczne wizje upadku szkolnictwa publicznego. Już teraz możemy czytać teksty przeciwników bonu edukacyjnego w których straszą oni obniżeniem jakości pracy szkół i zwiększeniem społecznych nierówności edukacyjnych po jego wprowadzeniu. Formułowane są obawy jakoby w urynkowionej oświacie owo obniżenie poziomu powodowane było skrajnymi oszczędnościami m.in. związanymi z zatrudnianiem nauczycieli „tańszych” tzn. posiadających niższe kwalifikacje. Autorzy takich obaw kompletnie nie rozumieją klasycznych mechanizmów wolnorynkowych, które w naturalny sposób prowadzą do usuwania z rynku podmiotów oferujących niskiej jakości usługę, a także zapominają, iż w dalszym ciągu istniałyby określone wymagania kwalifikacyjne, jakie musiałaby spełniać osoba zatrudniona na stanowisku nauczyciela /byłyby one częścią krajowych standardów edukacyjnych/. W rzeczywistości to właśnie dominujący ciągle model biurokratycznej oświaty nie jest w stanie skutecznie zmierzyć się z żadnym istotnym edukacyjnym problemem.