Kontrowersje wokół bonu edukacyjnego
I tak np. bez wprowadzenia mechanizmów rynkowych do edukacji ciągle w murach naszych szkół będzie pracować spora grupa słabych nauczycieli, a liczna grupa świetnych nauczycieli nie będzie mieć szans na dobre wynagrodzenie. Tak na marginesie warto porównać urynkowioną oświatę w Nowej Zelandii i zbiurokratyzowaną, etatystyczną polską oświatę. To właśnie w Nowej Zelandii do minimum ograniczono społeczne nierówności edukacyjne /u nas mają one ciągle istotne znaczenie/, a efekty kształcenia młodzieży w tym kraju mierzone chociażby w badaniach PISA zdecydowanie przewyższają osiągnięcia naszych uczniów i młodzieży z krajów o podobnym do naszego modelu edukacji.
Kilka praktycznych uwag
Proces wprowadzania bonu edukacyjnego i innych mechanizmów rynkowych do naszej edukacji musi zostać oczywiście rzetelnie przygotowany. Szczególnie trudne będzie przygotowanie krajowych standardów edukacyjnych i związanych z nimi normatywnych kosztów kształcenia. Od ich dobrego przygotowania zależy przede wszystkim sukces całego przedsięwzięcia. Równocześnie warto będzie przeprowadzić pilotażowe eksperymenty z bonem. W sposób wręcz naturalny zacząć trzeba od wprowadzenia mechanizmu bonowego do szkół ponadgimnazjalnych, a szczególnie liceów ogólnokształcących. Obserwacja funkcjonowania sieci licealnej w kilku dużych miastach z zastosowaniem bonu edukacyjnego pozwoliłaby w sposób obiektywny bez ideologicznego zacietrzewienia ocenić skutki wprowadzenia liceów ogólnokształcących na rynek edukacyjny. Trzeba tylko pamiętać, żeby proponowane nowe sposoby kalkulowania budżetów szkół nazywane mechanizmem bonu edukacyjnego nie były – tak jak to ma miejsce w Krakowie – zaprzeczeniem jego istoty. Albowiem bon edukacyjny ma zwiększać autonomię szkoły i wpływ rodziców na jej działanie, a nie przyczyniać się do umocnienia dominacji oświatowej biurokracji w lokalnym systemie edukacji. Ogromne znaczenie mieć będzie także przygotowanie powszechnie dostępnej, zawierającej wszelkie ważne dla obywateli, obiektywnej informacji o szkołach. Bez dostępu do niej rodzice i dzieci nie będą mieli bowiem szans na dokonanie rzetelnego wyboru szkoły. Wprowadzenie bonu bez systemu skierowanej do obywateli informacji o szkołach będzie bardzo ułomnym rozwiązaniem. Pracując nad koncepcją bonu edukacyjnego, a także nad wprowadzeniem do naszej oświaty publicznej innych mechanizmów rynkowych musimy pamiętać o konieczności działań w dwóch istotnie różniących się obszarach. Z jednej strony winna powstać nowa koncepcja funkcjonowania oświaty w miastach, w której – z wyjątkiem szkół dla uczniów specjalnych potrzeb edukacyjnych – obowiązywałyby w pełni rynkowe zasady, a z drugiej koncepcja działania oświaty na polskiej prowincji uwzględniająca jej realia i skutecznie przeciwstawiająca się nierównościom edukacyjnym o społecznym charakterze. W obu jednak koncepcjach osią wokół której budowane byłyby nowe rozwiązania byłyby potrzeby edukacyjne uczniów, a nie – jak to miejsce w tej chwili – potrzeby instytucji zwanej szkołą. Warto także zauważyć, że w urynkowionej szkole szczególna uwaga poświęcana jest każdemu uczniowi, a w zbiurokratyzowanej mitycznemu „średniemu” uczniowi.
Jerzy Lackowski
Kilka praktycznych uwag
Proces wprowadzania bonu edukacyjnego i innych mechanizmów rynkowych do naszej edukacji musi zostać oczywiście rzetelnie przygotowany. Szczególnie trudne będzie przygotowanie krajowych standardów edukacyjnych i związanych z nimi normatywnych kosztów kształcenia. Od ich dobrego przygotowania zależy przede wszystkim sukces całego przedsięwzięcia. Równocześnie warto będzie przeprowadzić pilotażowe eksperymenty z bonem. W sposób wręcz naturalny zacząć trzeba od wprowadzenia mechanizmu bonowego do szkół ponadgimnazjalnych, a szczególnie liceów ogólnokształcących. Obserwacja funkcjonowania sieci licealnej w kilku dużych miastach z zastosowaniem bonu edukacyjnego pozwoliłaby w sposób obiektywny bez ideologicznego zacietrzewienia ocenić skutki wprowadzenia liceów ogólnokształcących na rynek edukacyjny. Trzeba tylko pamiętać, żeby proponowane nowe sposoby kalkulowania budżetów szkół nazywane mechanizmem bonu edukacyjnego nie były – tak jak to ma miejsce w Krakowie – zaprzeczeniem jego istoty. Albowiem bon edukacyjny ma zwiększać autonomię szkoły i wpływ rodziców na jej działanie, a nie przyczyniać się do umocnienia dominacji oświatowej biurokracji w lokalnym systemie edukacji. Ogromne znaczenie mieć będzie także przygotowanie powszechnie dostępnej, zawierającej wszelkie ważne dla obywateli, obiektywnej informacji o szkołach. Bez dostępu do niej rodzice i dzieci nie będą mieli bowiem szans na dokonanie rzetelnego wyboru szkoły. Wprowadzenie bonu bez systemu skierowanej do obywateli informacji o szkołach będzie bardzo ułomnym rozwiązaniem. Pracując nad koncepcją bonu edukacyjnego, a także nad wprowadzeniem do naszej oświaty publicznej innych mechanizmów rynkowych musimy pamiętać o konieczności działań w dwóch istotnie różniących się obszarach. Z jednej strony winna powstać nowa koncepcja funkcjonowania oświaty w miastach, w której – z wyjątkiem szkół dla uczniów specjalnych potrzeb edukacyjnych – obowiązywałyby w pełni rynkowe zasady, a z drugiej koncepcja działania oświaty na polskiej prowincji uwzględniająca jej realia i skutecznie przeciwstawiająca się nierównościom edukacyjnym o społecznym charakterze. W obu jednak koncepcjach osią wokół której budowane byłyby nowe rozwiązania byłyby potrzeby edukacyjne uczniów, a nie – jak to miejsce w tej chwili – potrzeby instytucji zwanej szkołą. Warto także zauważyć, że w urynkowionej szkole szczególna uwaga poświęcana jest każdemu uczniowi, a w zbiurokratyzowanej mitycznemu „średniemu” uczniowi.
Jerzy Lackowski